Kto odpowiada za błąd projektowy?
Dostając projekt obiektu od architekta, często nie potrafimy ocenić czy jest on prawidłowy. To zupełnie normalne. Zwykły człowiek nie jest w stanie sprawdzić pracy profesjonalisty. Przekonują nas wizualizacje, a same rysunki techniczne i proponowane rozwiązania są dla nas po prostu nieczytelne.
Już w trakcie budowy wykonawca narzeka, że coś jest źle zaprojektowane, że nie da się czegoś zrobić. Jeszcze gorzej gdy wykonawca wykonał wszystko zgodnie z projektem, a efekt okazuje się wadliwy. Inspektor nadzoru twierdzi, że nie widział podstaw do kwestionowania rozwiązań projektowych, a wykonawca umywa ręce i mówi „to nie moja odpowiedzialność, tak było zaprojektowane”. Czy zawsze ma prawo tak powiedzieć?
Spis treści:
ToggleBłąd projektowy — jakie skutki może pociągnąć jego zbyt późne wykrycie
Gdy Inwestor zamawia u architekta projekt budowlany obiektu i przekazuje go następnie do realizacji wykonawcy, zwykle uzyskuje od niego oświadczenie, że do projektu nie zgłasza żadnych uwag.
Doświadczony wykonawca wie, że takiego oświadczenia nie można złożyć bez analizy dokumentacji. Jeżeli wykonawca chce zaakceptować takie rozwiązanie w ciemno, to już powinna nam się zapalić sygnał alarmowy. To może oznaczać, że budowa może nie przebiegać sprawnie i bez pojawienia się roszczeń o wynagrodzenie za roboty dodatkowe.
Problemy zaczynają się, gdy w toku prac budowlanych okazuje się, że pewne rozwiązania przyjęte przez architekta są błędne (np. w zakresie przewidzianych materiałów lub zaprojektowanych technologii) lub niemożliwe do zrealizowana (np. w zakresie szczegółowych rozwiązań technicznych elementów obiektu).
Wada zaprojektowanego budynku może też ujawnić się później (np. na etapie odbioru technicznego okazuje się, że trzeba wymienić lub przeprojektować część instalacji przeciwpożarowej) lub dopiero na etapie użytkowania obiektu (czy to wyłączając możliwość prawidłowego użytkowania obiektu, skutkująca koniecznością dokonania modyfikacji projektu budynku, czy tylko wpływając na optymalne z niego korzystanie).
Nawet jeżeli wada jest możliwa do usunięcia, każdorazowo wiąże się to z określonymi, nieprzewidzianymi, kosztami. Realizacja dodatkowych prac przez wykonawcę, zakup i wymiana materiałów i instalacji, kary umowne z tytułu opóźnienia w oddaniu obiektu do użytku – to tylko niektóre z możliwych konsekwencji ujawnienia się wad.
Kto odpowiada za błąd projektowy?
Względem kogo zatem inwestor powinien/może kierować roszczenia o odszkodowanie związane z tego typu dodatkowymi wydatkami?
Czy wobec wykonawcy (bo wadę wykrył „po fakcie” – a oświadczył, że w jego ocenie projekt błędów nie zawiera), wobec architekta (bo to on dostarczył projekt z błędami), wobec inspektora nadzoru (bo nie zauważył błędu projektu i dopuścił do realizacji obiektu niezgodnego z przepisami budowlanymi) – czy może wobec wszystkich (i ewentualnie w jakim zakresie)?
Czy jeżeli wykonawca (z natury rzeczy – przedsiębiorca/profesjonalista) nie wykrył wady projektu i wobec inwestora oświadczył, że nadaje się on do realizacji, odpowiedzialność projektanta (również profesjonalisty – w zakresie opracowania projektu) za wykryty później błąd będzie wyłączona? Jak w tym układzie kształtuje się ich odpowiedzialność, jeżeli inwestor powołał swojego inspektora nadzoru?
Zajmijmy się najpierw architektem. Wykrycie błędu projektowego przez wykonawcę dopiero na etapie realizacji prac lub później zazwyczaj nie będzie pozwalać architektowi na zwolnienie się z odpowiedzialności względem inwestora. Przyjmuje się, że skoro architekt jest profesjonalistą, wykonawca może założyć, że przygotowany przez niego projekt jest prawidłowy. Tu droga do szukania odszkodowania wobec architekta pozostaje otwarta.
Nie zapominajmy jednak o wykonawcy. Przed podjęciem się realizacji obiektu ma obowiązek zweryfikować projekt na ogólnym poziomie: pod kątem tego, czy jest w stanie dany obiekt zrealizować (czy ma sprzęt, kadrę i odpowiednie doświadczenie) oraz czy nie zawiera on błędów widocznych „na pierwszy rzut oka”. Architekt, broniąc się, może zatem wskazywać, że wada projektu była oczywista lub też dane błędne rozwiązane było sztampowe (zatem każdy wykonawca nawet przy pobieżnej analizie projektu powinien je wychwycić), względnie dotyczyła rozwiązania nietypowego (zatem wykonawca powinien zwrócić na niego szczególną uwagę). W tle może być jeszcze inspektor nadzoru inwestorskiego, który błędu w dokumentacji nie wykrył i dopuścił do realizacji dane wadliwe rozwiązanie projektowe.
Oczywiście nie oznacza to, że ewentualny brak należytej staranności wykonawcy na etapie oceny projektu wyklucza całkowicie i w każdej sytuacji odpowiedzialność projektanta. W zależności od okoliczności danego przypadku, w tym od treści zawartych przez inwestora umów, inwestor będzie mógł swoje roszczenia kierować zarówno do projektanta, wykonawcy i inspektora lub do jednego z tych podmiotów.

Reguła wspólnej odpowiedzialności
Na szczęście istnieje rozwiązanie prawne, które ułatwia dochodzenie roszczeń w takich złożonych przypadkach, gdy precyzyjne wskazanie, czyje niedopełnienie obowiązków skutkowało powstaniem szkody jest wysoce ocenne. Takim szczególnym ułatwieniem dla inwestora jest w tym zakresie konstrukcja tak zwanej odpowiedzialności in solidum. Pozwala ona pozwać „wszystkich zamieszanych” w powstanie danej szkody o jej naprawienie (bez względu na stopień przyczynienia się do jej powstania każdego z zaangażowanych).
O tym ile podmiotów jest względem inwestora odpowiedzialnym za zaistniałą szkodę, decydujące będzie stwierdzenie, że nieprawidłowe działanie lub zaniechanie poszczególnych osób było wystarczające do zaistnienia danej szkody np. za koszt wymiany instalacji ppoż na nową (po zakwestionowaniu wykonanej instalacji na etapie dopiero odbioru technicznego obiektu):
- architekt – wykonał błędny projekt w zakresie instalacji ppoż;
- wykonawca – nie zauważył błędu i wykonał obiekt z błędnie zaprojektowaną instalacją ppoż;
- inspektor nadzoru inwestorskiego – także nie zauważył błędu i dopuścił do realizacji projektu przez wykonawcę.
Prawidłowa identyfikacja charakteru błędu i działań/zaniechań podjętych przez wykonawcę jest zatem dla inwestora kluczowa przed wszczęciem ewentualnego postępowania o odszkodowanie (czy to wobec ubezpieczyciela – na etapie likwidacji szkody, czy w ramach sporu sądowego). Błędna ocena może oznaczać nie tylko stratę czasu i środków na proces z niewłaściwym podmiotem, ale także – zważywszy na czas trwania tego typu postępowań – potencjalnie utratę roszczeń na skutek przedawnienia.
Osobną kwestią dla inwestora – a właściwie rzeczą podstawową – jest odpowiednie przygotowanie umów z kontrahentami. Co bowiem z tego, że inwestor w sposób właściwy dokona przed procesem oceny osoby odpowiedzialnej za szkodę, jeżeli podmiot ten jest niewypłacany, albo posiadana przez niego polisa OC nie będzie obejmować pokrycia za wszelkie rodzaje szkody.
***
W profesjonalnych umowach strony posiadają znaczną swobodę w kształtowaniu zasad odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę, ograniczając zakres odpowiedzialności lub rozszerzając go na zdarzenia, za które normalnie osoba by nie odpowiadała. Jeżeli nie jesteś pewny, czy kontrakt chroni Twoje prawa i na jakie konsekwencje się narażasz zawierając umowę, pomożemy Ci w ustaleniu Twojej pozycji.
W razie spóźnionego wychwycenia błędu dokumentacji projektowej podpowiemy, co zrobić, by uzyskać odszkodowanie. Gdy szkoda już wystąpiła jesteśmy w stanie pomóc Tobie w ocenie, kto i w jakim zakresie jest za nią odpowiedzialny.
Wojciech Wołoszczak
radca prawny
***
Dom na niestabilnym lub podmokłym gruncie – co można zrobić
Jeżeli zbudowałeś lub kupiłeś nowy dom i zaraz po urządzeniu się w nim zaczynają się kłopoty takie jak nadmiarowe osiadanie, pękanie ścian, posadzek i stopów czy wychodzenie wilgoci, to jedną z możliwych przyczyn jest zbudowanie domu na niestabilnym lub podmokłym gruncie.
Może to zweryfikować rzeczoznawca budowlany.
Błędy mogą dotyczyć na przykład fundamentów niedostosowanych do właściwości gruntów czy też tego, że w granicach budynku występują wody gruntowe [Czytaj dalej…]




